Anglia ponownie zameldowała się w najlepszej czwórce mistrzostw świata. Zespół Thomasa Tuchela, mimo kontrowersji przed turniejem, udowadnia, że jego pomysł na reprezentację ma dużą rację bytu. Jest to pierwszy półfinał Anglików od 2018 roku, kiedy rywalizowali z Belgią. Ich przeciwnik natomiast mocno rozczarowuje stylem prezentowanym w fazie pucharowej. Stąd pojawia się pytanie, czy po 60 latach Puchar Świata może wrócić na Wyspy.
Anglia ma świetny turniej
Anglia na tych mistrzostwach udowadnia, że jest w stanie zaoferować coś więcej niż grę pod bezpieczne 1:0. Nie jest to może definicja futbolu totalnego, ale mimo to mecze Synów Albionu ogląda się bardzo przyjemnie. Dodatkowo Anglicy w pewnym stylu wygrali swoją grupę, wychodząc z pierwszego miejsca. Brytyjscy kibice najbardziej obawiali się jednak fazy pucharowej, która w wykonaniu Anglików bywa bardzo różna. Nie inaczej było w meczu 1/16 finału przeciwko Demokratycznej Republice Konga, która przez dłuższy czas prowadziła w tym spotkaniu. Niemniej zmiany w postaci Anthony’ego Gordona oraz Bukayo Saki rozbudziły ofensywną grę Anglików. Ostatecznie Harry Kane, strzelając dwa gole w dziewięć minut, sprawił, że Anglia zdołała wyjść z opresji i awansowała do kolejnej rundy. Niepokój po tym meczu był spory w brytyjskich mediach, jednak kolejne spotkania pokazały, że mimo problemów Thomas Tuchel zbudował bardzo mocną kadrę.
Kluczowe spotkania Anglii w fazie pucharowej
Mecz z Meksykiem miał być swoistym meczem prawdy. Jeden z gospodarzy tego mundialu prezentował się znakomicie na tych mistrzostwach. Podopieczni Javiera Aguirre w pierwszych czterech spotkaniach odnieśli komplet zwycięstw, nie tracąc przy tym ani jednego gola.
Spotkanie ostatecznie zostało wygrane przez Anglików, którzy niemal całą drugą połowę grali w osłabieniu przez czerwoną kartkę Jarella Quansaha. Anglia w tym meczu pokazała się jako bardzo skuteczna drużyna pod bramką rywala. Mimo druzgocącej przewagi Meksyku w posiadaniu piłki (67 do 33) oraz liczbie oddanych strzałów (20 do 6), ekipa Tuchela potrafiła wykorzystać niemal wszystkie sytuacje, jakie sobie stworzyła. Dodatkowo Anglia imponowała bardzo dobrą intensywnością, która przeciwko takiej reprezentacji jak Meksyk jest szczególnie trudna do utrzymania przez pełne 90 minut. Ten świetnie wypracowany element bardzo pomógł jej również w kolejnym spotkaniu.
W ćwierćfinale Anglicy trafili na rewelację tych mistrzostw w postaci reprezentacji Norwegii. Ten mecz zapowiadał się na prawdziwy rollercoaster emocji i trzeba przyznać, że obie drużyny pokazały się ze świetnej strony. Wynik otworzyła Norwegia, jednak dalsza część spotkania przebiegała już pod dyktando Anglików. Ostatecznie, mimo dogrywki, to właśnie Anglicy dopięli swego i zameldowali się w półfinale. Widać było wyraźnie, że zespół Ståle Solbakkena był nieprawdopodobnie zmęczony już po 80 minutach, a dogrywka tylko to potwierdziła. Jude Bellingham zdobył w tym meczu dwie bramki i zapewnił swojej reprezentacji awans do strefy medalowej. Nie był to zresztą pierwszy przebłysk gwiazdy Realu Madryt, która rozgrywa wręcz kosmiczny turniej.
É DE ARREPIAR A TORCIDA DA INGLATERRA CANTANDO WONDERWALL. POR MIM, ELES PODEM GANHAR A COPA SÓ PARA VER ISSO DE NOVO pic.twitter.com/QRdA0rRMUE
— Kehrida (@keila_ss) July 11, 2026
Jude Bellingham jest fantastyczny
Najlepszym zobrazowaniem formy angielskiego piłkarza jest jego dorobek strzelecki na tych mistrzostwach. Przed mundialem Bellingham zdobył dla reprezentacji sześć bramek w 48 meczach. Podczas turnieju dołożył kolejne sześć trafień w sześciu rozegranych spotkaniach. Bellingham jest w gigantycznej formie i wszystko wskazuje na to, że do samego końca będzie walczył o miano MVP turnieju. 23-letni Anglik od dawna jest uważany za zawodnika ze światowego topu. Każdy nadal ma w pamięci jego wejście do Realu Madryt, z którym już w pierwszym sezonie sięgnął po Ligę Mistrzów oraz mistrzostwo Hiszpanii. W kolejnych sezonach nie zachwycał już aż tak bardzo, jednak nadal wszyscy wiedzieli, że sufit reprezentanta Anglii jest bardzo wysoko.
Jednak chyba nikt nie spodziewał się aż takiego wystrzału formy gwiazdy Realu Madryt. Bellingham już od pierwszego spotkania sprawiał wrażenie lidera całej reprezentacji, a kolejne mecze tylko to potwierdzały. Anglik okazał się kluczowy w dwóch spotkaniach fazy pucharowej. Dzięki jego dubletom przeciwko Meksykowi oraz Norwegii Synowie Albionu mogli świętować awans i grę dalej. Poza strzelaniem goli młody pomocnik wyróżnia się przede wszystkim swoją mentalnością, która wydaje się wręcz niezniszczalna. Pod względem czysto piłkarskim Bellingham jest genialny w pracy dla całego zespołu i praktycznie na każdym fragmencie boiska pomaga w odbiorze piłki.
Bellingham słynie również z kapitalnego wchodzenia w pole karne rywala z drugiego tempa. W tej dziedzinie trudno znaleźć obecnie lepszego piłkarza, a jego wejścia wielokrotnie przynosiły Anglii ogromne korzyści. Bez wątpienia jest dziś jednym z pięciu najlepszych piłkarzy tego turnieju. Patrząc na jego grę, widać wyraźnie, że prezentuje poziom znacznie wyższy niż kilka lat temu, a już wtedy był zawodnikiem o nieprawdopodobnych umiejętnościach. Można powiedzieć, że jest zawodnikiem pokroju Zinédine’a Zidane’a i naprawdę w wielu aspektach przypomina legendarnego Francuza. O dyspozycji Bellinghama można rozmawiać bardzo długo. Jednak warto podkreślić, że to właśnie Thomas Tuchel stworzył mu odpowiednie warunki do pokazania pełni swoich możliwości. Nie było to łatwe, gdyż Niemiec musiał podjąć kilka wręcz szokujących decyzji.
Anglia została mocno oczyszczona przez Tuchela
Cała Anglia była w ogromnym szoku, gdy Thomas Tuchel ogłosił kadrę na te mistrzostwa. W reprezentacji zabrakło takich gwiazd jak Trent Alexander-Arnold, Phil Foden czy Cole Palmer. W ich miejsce niemiecki szkoleniowiec powołał zawodników mniej oczywistych, którzy może nie mieli tak głośnych nazwisk, ale idealnie pasowali profilem piłkarskim do poszczególnych ról w jego systemie. Dzięki temu na turniej pojechał choćby Ivan Toney, który przez lata pozostawał poza reprezentacją. Był to jasny sygnał ze strony selekcjonera, który postawił wszystko na jedną kartę. Ewentualna klęska na turnieju w postaci kompromitacji zakończyłaby się utratą posady. Media szeroko komentowały decyzje Thomasa Tuchela i w większości były wobec niego krytyczne. Ostatecznie jednak, na etapie półfinału mistrzostw świata, wybory dokonane tuż przed turniejem w dużej mierze się bronią.
W meczu z Norwegią świetną zmianę dał Djed Spence, który w dogrywce okazał się niezwykle przydatny. Boczny obrońca Tottenhamu wielokrotnie pressował rywali, wyraźnie osłabionych po regulaminowym czasie gry. Ważną rolę w reprezentacji odgrywają również John Stones i Dan Burn, zwykle pełniący funkcje rezerwowych. Ich zadaniem jest przede wszystkim utrzymywanie porządku w szatni i dbanie o pozytywną atmosferę w drużynie. Podobną rolę pełni Jordan Henderson, choć były kapitan Liverpoolu rozegrał na tym turnieju zaledwie sześć minut i raczej więcej już nie zagra
Nie wszystkie decyzje selekcjonera okazały się jednak trafione. Forma Noniego Maduekego niewiele odbiega od tej, którą prezentuje na co dzień w Arsenalu. To profil skrzydłowego idealnie pasujący do prawej strony w systemie Tuchela, ale poza meczem z Chorwacją Madueke nie pokazał na tych mistrzostwach niczego wyjątkowego. Mimo to Tuchel wciąż stawia na niego w wyjściowej jedenastce. Jednak zmiana już w 45. minucie w ostatnim meczu może zwiastować korektę na tej pozycji. Wiele wskazuje na to, że w półfinale od pierwszej minuty zobaczymy Bukayo Sakę.
Thomas Tuchel jest dziewiątym trenerem, który wprowadził nie swoją narodową reprezentację do strefy medalowej #FIFAWorldCup. Dotychczas tylko dwóm trenerom udało się awansować do wielkiego finału.
1938: 🇭🇺 Józef Nagy – zajął z reprezentacją 🇸🇪 Szwecji 4 miejsce. Jego drużyna… pic.twitter.com/NMmrtmo1ls
— Karol Tyniec (@karoltyniec369) July 12, 2026
Football’s coming home?
W Anglii to hasło jest już niejako memem. Ostatnich lat reprezentacji Anglii z pewnością nie można oceniać bardzo źle, zwłaszcza jeśli porównamy je z okresem 2010–2014. Na Wyspach cel jest jednak zawsze ten sam – zdobywanie trofeów. Historia może i nie daje Anglikom wielu powodów do optymizmu, ale teraźniejszość już zdecydowanie tak. Kadra Thomasa Tuchela w półfinale zmierzy się z Argentyną, która w fazie pucharowej nie prezentuje się już tak dobrze jak w grupie. Argentyńczycy mają za sobą dwie dogrywki, co tylko potęguje zmęczenie przed półfinałem. Anglia również była zmuszona do rozegrania dodatkowych 30 minut, jednak pod względem fizycznym wygląda znacznie lepiej. Biorąc to wszystko pod uwagę, na ten moment wydaje się, że to właśnie Anglicy są faworytami do awansu.
Oczywiście Argentyna ma argumenty, aby awansować do finału. Nie trzeba nikomu przypominać, w jakiej formie jest Lionel Messi, jednak jako zespół lepiej prezentują się Anglicy. Tuchel ma szansę dokonać czegoś historycznego i udowodnić, że jego decyzje dotyczące powołań były słuszne. Co więcej, niemiecki szkoleniowiec może zostać zaledwie trzecim trenerem w historii, który awansował do finału mistrzostw świata, prowadząc reprezentację innego kraju niż własny.
Czy Anglię stać na wygranie tego turnieju? Myślę, że tak, jednak aby tego dokonać, będzie musiała pokonać dwie światowe potęgi. Argentyna to dopiero pierwszy krok, ponieważ w finale czekać będzie Hiszpania lub Francja. Na papierze nieco większe szanse wydaje się mieć kadra Didiera Deschampsa. Niemniej jednak nie można skreślać Tuchela, który już wielokrotnie udowadniał, że potrafi znakomicie przygotować swój zespół do najważniejszych spotkań i wygrywać je.